Z niczego do potęgi, ze śmietników do kolekcji zegarkomaniaków. Książka o zegarkach radzieckich

Już w maju na rynku pojawi się książka Przemysława Jóźwiaka „CZAS pod czerwoną gwiazdą” przedstawiająca historię przemysłu zegarkowego w Związku Radzieckim. Zawarta na stronicach książki opowieść, rozpoczyna się oczywiście od Starej Rusi, potem Rosji Carskiej i rewolucji październikowej.
Przewrót bolszewicki, zabił jakąkolwiek możliwość obecności urządzeń zegarowych eksportowanych na rynek sowiecki, a ponieważ wszystkie istniejące przed nią zakłady bazowały na imporcie kompletnych wyrobów, bądź mechanizmów ze Szwajcarii, nie można było myśleć także o jakiejkolwiek lokalnej produkcji.
Państwo robotników i chłopów przemysł zegarkowy musiało budować od zera!
Nie była to droga prosta, nie była to droga krótka, ale podjęto decyzje by ją rozpocząć z niczego. Jak pisze w przedmowie do książki profesor Błażej Brzostek: „Słynne żądanie Dawaj czasy! i widoki „wyzwolicieli”, którzy nosili na rękach po parę zegarków, dopełniały przekonania o biedzie i prymitywizmie życia w Kraju Rad.”
Potwierdzały one także brak zegarków w Rosji Sowieckiej w tamtym czasie.
W książce doskonale opisany jest czas starania się przez Sowiety o uruchomienie własnej produkcji zegarków i urządzeń zegarowych (także zapalników do bomb i pocisków artyleryjskich). Droga ta była kręta, bo biegła od Szwajcarów – także tych, których bolszewicy pozbawili przedrewolucyjnej własności, poprzez Amerykanów – dzięki którym powstały Pierwsza i Druga z fabryk zegarków w Moskwie, do francuskiej firmy LIP – która sprzedała technologię, uruchomiła fabrykę w Penzie i nauczyła Rosjan produkcji wysokiej jakości zegarków.
Ten okres okraszony jest zaskakującym, ale prawdziwym stwierdzeniem przewodniczącego komisji do spraw organizacji przemysłu zegarkowego w ZSRR iż: „produkcja zegarków w Ameryce jest na znacznie wyższym poziomie niż w Europie. W przeciwieństwie do europejskiej, amerykańska produkcja jest niemal całkowicie zautomatyzowana”.
Mimo zakupu wyposażenia i zapasów magazynowych dwóch zbankrutowanych, amerykańskich fabryk i zakontraktowaniu amerykańskich pracowników, nie udało się Sowietom uruchomić samodzielnej, pełnej produkcji zegarków. Zakupione rozwiązania obejmowały zegarki kieszonkowe i zegary, a nie zapewniały choćby umiejętności produkcji kamieni łożyskowych.
Rozpoczęcie współpracy z francuską firmą LIP z Besançon, w roku 1939 było równoznaczne z uzyskaniem przez Rosjan nowoczesnego zegarka, technologii produkcji, a także nowej, doskonale zorganizowanej fabryki w Penzie niedaleko Moskwy.
Najlepszym potwierdzeniem sukcesu osiągniętego dzięki współpracy z firmą LIP jest zegarek „Pobieda” z 1945 roku, który jest symbolem zwycięstwa w „Wojnie ojczyźnianej” (drugiej wojnie światowej), ale także pierwszym zwycięstwem na drodze budowy zegarkowego przemysłu w Związku Radzieckim.

W książce niezbyt szeroko opisane są metody zwiększenia potencjału produkcyjnego zegarków w Związku Radzieckim, poprzez rabunek urządzeń produkcyjnych z fabryk na terenach „wyzwalanych” przez armię radziecką.
Czyż jednak źródłowe dane na ten temat mogłyby znaleźć się na terenach radzieckiej strefy wpływów?
Dobrze, że w książce znalazła się informacja o „zegarkowych dziejach Saksonii”, a w szczególności historia fabryki UROFA, która znalazła się w oddzielnym, ostatnim rozdziale zatytułowanym: „Echo Toczmechu,…”. Jak się okazuje, przejęcie całej saksońskiej fabryki, podobnie jak znacjonalizowanie zakładów i stworzenie jednego konglomeratu „Toczmech”, po rewolucji październikowej, wcale nie zaowocowało uruchomieniem trwałej, ustabilizowanej produkcji zegarów na bazie spuścizny fabryki UROFA.

Bardzo ciekawą częścią książki są rozdziały o oznaczeniach numerycznych stosowanych w ZSRR i nazwach handlowych zegarków.
Czy ktokolwiek, nawet z grona miłośników zegarków radzieckich, przed lekturą książki byłby w stanie jednoznacznie połączyć nazwę zegarka z jego producentem?
Nie. Na pewno nie, bo tabela, która znalazła się w książce jest pierwszą publiczną prezentacją pracy zbiorowej osób, które interesują się tym tematem.
Czy ktokolwiek, nawet z grona zegarmistrzów pamięta numery kalibrów i rodzaje mechanizmów, jakie kryją się pod każdym z numerów?
Nie. Na pewno nie, bo tylko część funkcjonalności kryjących się pod numerami w kodyfikacji kalibrów znana była na naszym rynku. Do tego dzisiaj określenie „kaliber” jest używane błędnie nawet przez aspirujące do grona fachowców osoby, jako synonim słowa „mechanizm”.

Częścią najbardziej obszerną i niezwykłą są rozdziały przedstawiające historię dwudziestu jeden zakładów i fabryk produkujących zegarki lub nierozłącznie związanych z przemysłem zegarkowym.
Wymienienie 21, a może i więcej nazw zegarów i zegarków radzieckich pewnie nie byłoby problemem dla osób interesujących się zegarkami z Kraju Rad, ale wymienienie 21 fabryk i zakładów, ze wskazaniem ich historii i detali związanych z zegarkową produkcją nie byłoby możliwe, bez wkładu pracy, jakiej dokonał autor opracowania – Przemysław Jóźwiak.
Ten wkład pracy można docenić zapoznając się w pełni z jego treścią!
Książka jest jego pracą autorską, nawet jeśli osoba pisząca niniejszą notatkę jest wymieniona jako współpracująca z autorem. Współpraca ta polegała przede wszystkim na wskazywaniu nieuwzględnionych jeszcze w trakcie pisania książki ważnych elementów opisywanej historii, uporządkowaniu tekstu poprzez wytyczenie grup i rozdziałów, oraz przypisanie tekstów do rozdziałów.
Tylko niektóre, konkretne fragmenty tekstu są autorstwa Władysława Mellera.
W treści książki można dla odmiany znaleźć fragment tekstu o produkcji kamieni rubinowych, którego autorem jest pan Jerzy Bazpałko. Tekst ten jest na pewno unikatowym, bo o technologii produkcji kamieni, pewnie nie tylko z powodu nieznajomości tematu, nie ma choćby kilku znanych publikacji.

Ciekawym, ważnym dla pełnego przedstawienia historii przemysłu zegarkowego w ZSRR sposobem przekazu jest wyodrębnienie kilku tematycznych opracowań, których meritum zapewne byłoby niezauważone w rozdziałach opisujących konkretne zakłady produkcyjne. Takich specjalnych opracowań dostąpiły: zegarki Pobieda – w aspekcie miejsc i czasu ich produkcji, zegarki dla osób niewidomych, zegary lotnicze i czołgowe, czy budziki Sława.
Niezwykłymi rozdziałami w tej części jest też na pewno historia powstania mechanizmów: 2409 Wostok i 2609H Rakieta, które choć często spotykane na rynku nie były wcale znane ze swej historii. Tak samo ciekawa jest na pewno historia mechanizmu Venus w zegarkach Strieła.
O opisanym w książce potencjale produkcyjnym – tytułowej potędze przemysłu zegarkowego świadczą słowa profesora Błażeja Brzostka z wstępu do książki. Możemy w nim przeczytać iż:
„Od połowy lat pięćdziesiątych postępom przemysłu precyzyjnego ZSRR przyglądali się specjaliści szwajcarscy. Oczywiście, nie przypuszczali, aby tamten wytwórca mógł ich zdeklasować, lecz jego dynamika budziła ich zainteresowanie i niepokój, ponieważ ukazywała nowe zjawiska globalne.”
i w innym miejscu:
„W połowie lat sześćdziesiątych ZSRR był… mocarstwem zegarkowym. W tej dziedzinie nie rywalizował o pierwsze miejsce, ale znajdował się w gronie największych producentów, a swój potencjał rozwinął w rekordowym czasie.”

O jednym, choć może nie najistotniejszym, ze sposobów zdobycia wysokiej pozycji w zegarkowej branży świadczą następujące słowa autora wstępu:
„W październiku 1966 roku pismo „Le Franc-Montagnard”, wydawane w szwajcarskiej Jurze, …przywoływało nowy budzik „Łuna-9” o tarczy przypominającej powierzchnię Księżyca i takie zegarki naręczne, jak „Kosmos” i „Orbita”. Jak widać, ZSRR inwestował też w coś, co na Zachodzie nazywano marketingiem.”
Zgodnie ze słowami profesora Brzostka:
„Radziecki przemysł zegarmistrzowski miał swoje osiągnięcia, ciekawe rozwiązania techniczne i pomysłowe wzornictwo. Wiele jego wyrobów cechowała solidność, którą ocenić można najlepiej dziś, gdy zegarki te po półwieczu chodzą często bardzo precyzyjnie.”
a później także:
„Tykające „Poljoty” i „Slavy” kojarzyły się wówczas (na początku lat dziewięćdziesiątych – przyp. autora) z mizerią życia codziennego PRL. Stopniowo jednak zaczęły zamieniać się w „zegarki babci” czy „zegarki ojca”, przedmioty nasycone wartościami emocjonalnymi.„
Dziś mamy dobrze widoczne, szerokie zainteresowanie zegarkami radzieckimi. W naszym społeczeństwie są osoby, które używały tego rodzaju zegarków na co dzień oraz takie, które spotykają się z nimi jako zegarkami babć, czy dziadków.
Książka „CZAS pod czerwoną gwiazdą” jest kierowana do tych pierwszych, tych drugich, a także do wszystkich zainteresowanych historią przemysłu zegarkowego.
Książka pojawi się na rynku już w maju.
Zachęcamy do jej zakupu w przedsprzedaży, w naszym sklepie.
Władysław Meller













