Rozkwit polskich marek

Rozkwit polskich marek

Polski przemysł zegarkowy zyskuje coraz szersze grono fanów, nie tylko w kraju ale także za granicą. Szczególny wzrost zainteresowaniem branżą zegarkową można zaobserwować wsród młodych osób. Poszukują oni czegoś nowoczesnego ale z nutką klasyki. Na przecwi ich oczekiwaniom wychodzą różne marki z różnych zakamarków świata, w tym z Polski. Marki takie jak: Xicorr – wierny fan motoryzacji czy G.Gerlach, dla którego nie ma historii nie do odkrycia, stawiają czoło dużej konkurencji i tym samym zaskakują nas czymś niespotykanym, intrygującym i jednocześnie fantastycznym. Właśnie ta fantastyka sprawia, że polskie marki wspinają się coraz wyżej i mają szansę zaistnieć jeszcze bardziej…

Nowe pokolenie chce nowych marek i nowych zegarków, a do tego chce ich w nowych cenach! Przy wzrastających wskaźnikach zegarmistrzowskiej demografii kurczy się szwajcarski eksport zegarów. Powstaje około stu nowych marek zegarkowych rocznie – dwie marki w każdym tygodniu! Zegarki sygnowane nowymi logotypami pojawiają się w każdym z cenowych segmentów i na każdym z kontynentów.
W ten sposób na łamach portalu Swiss Time, swój wywód w temacie jednego z aspektów zegarkowej branży, zatytułowany: „Zegarkowa demografia” rozpoczyna Grégory Pons

Nie tłumacząc całej treści (jest dostępna tutaj – http://www.swisstime.ch/en/news/editorial/watchmaking-demographics/ ), i zanim jeszcze odniosę się do kilku z podnoszonych przez autora kwestii, warto zaznaczyć, że zbierając materiały zasięgnął on także informacji o naszym – polskim rynku. W treści opracowania autor wskazał przykładowo, że u nas, w ostatnim czasie powstało siedem marek zegarkowych. Wprawdzie ta liczba może wydawać się dyskusyjną, bo trudno tych siedem marek „tak z rękawa” wyliczyć, ale… może jednak? Polpora, Czas, Copernicus, G.Gerlach, Chronos Art, Xicorr, Błonie i… mamy siedem!!!

Można przecież do tego grona jeszcze też doliczyć choćby markę Leon Prokop.

Z podnoszonych przez autora kwestii, warto na pewno wymienić, i na tyle na ile to wskazane, czy możliwe, skomentować następujące sprawy:
W ostatnich kilkunastu latach nowe marki powstały w zupełnie nowych dla zegarkowej produkcji krajach – jest wśród nich (wskazana już powyżej) Polska, ale jest także Nigeria (dwie marki), Szwecja (szesnaście marek!!!), kilkanaście marek zegarkowych w Australii. – ta informacja jest bardzo cenną, bo my patrząc tylko na nasz, szwajcarski i inne znane zegarkowe rynki, nie zauważamy takiej geograficznej systematyki. Dodatkowo wgłębiając się jeszcze w ten aspekt rozważań, dzięki aktywności naszego Noble Banku, możemy do tej listy dołożyć też choćby Islandię z marką „JS Watch co. Reykjavik”.

W tekście autor podaje dwie, wynikające z demografii przyczyny takich zmian. Jego zdaniem, po pierwsze jest nią naturalna zmiana pokoleniowa, a drugą wskazuje jako wynik cyfryzacji w globalnym jej znaczeniu. – to też są bardzo cenne, mimo że wydające się oczywiste uwagi. To właśnie tego rodzaju „globalizacja”

– zgodnie z przekazem marki G.Gerlach jest podstawą jej sukcesu, bo większość zegarków producent ten sprzedaje poprzez internet i poza granice Polski. foto: G.Gerlach Powszechnym błędem – jest zdaniem autora twierdzenie, że młode pokolenie nie nosi zegarków. W jego przekonaniu, młodzi ludzie nie chcą tylko, nosić takich samych czasomierzy, jak generacja ich rodziców. Oni uważają tego rodzaju czasomierze za zbyt drogie i zbyt przestarzałe. – takiej sugestii na podstawie obserwacji naszego rynku, w żaden sposób nie można wysnuć, bo u nas, ze względu na polityczno – gospodarcze zmiany końca poprzedniego wieku, realnie cały czas mamy jeszcze pierwsze pokolenie „nosicieli zegarków”. W aspekcie globalnym, wydaje się jednak być to bardzo prawdopodobną sugestią.

Wskazywane przez autora pokolenie „Y” – dzieci przełomu tysiąclecia w wieku od 15 do 30 lat domaga się czegoś nowego na nadgarstkach. Przestaje być ważnym „luksus dla innych”, a coraz cenniejszym jest ”luksus dla siebie”. Na kanwie tego przesłania następuje rozkwit marek, które nie mają jeszcze nawet trzydziestki, a oferując wyroby w przystępnych cenach, są wyznacznikami nowoczesnego stylu życia. Przykładami są choćby takie nowe marki jak: Charlie Watch i Briston (Francja), Shinola (Stany Zjednoczone), SevenFriday (Szwajcaria), Komono (Belgia), Triwa (Szwecja) i Daniel Wellington (Wielka Brytania).

– dla tych, którzy nie zgadzają się z sugestią wzrostu znaczenia spojrzenia w kategoriach: „luksus dla siebie”, warto wskazać dodatkowe jej potwierdzenie. Jest nią na pewno wzrost znaczenia regionalnych marek, co może nawet z pewnym przerysowaniem, także u nas w Polsce możemy zauważyć.

Wraz z rozwojem internetu możliwe stało się to, co Abraham Louis Breguet robił pod koniec 18 wieku – zapewnienie finansowania projektów poprzez zbieranie na nie pieniędzy przed uruchomieniem produkcji. W dzisiejszych czasach, takie zbiórki są równocześnie formą testowania potencjalnego pobytu na konkretne marki i wzory zegarków, bo testy te (prezentacja projektów i zbiórka funduszy) odbywają się w czasie rzeczywistym. Dwadzieścia milionów dolarów zostało zebranych przez firmę Pebble na projekt Smart Watcha! Ambroise i Adrien – francuscy projektanci Charlie Watch, poprosili o 10 000 euro, i… dostali 30 000. Około 150 projektów różnych zegarmistrzowskich marek korzystało z tego typu finansowania online.

– patrząc z punktu widzenie efektów dzisiejszych zbiórek, można byłoby stwierdzić, że Breguet swoje przedpłaty zbierał bardzo nieporadnie, ale to tylko kwestia zasięgu informacji – magia internetu. Z dokładnie takim samym scenariuszem mamy do czynienia w chwili obecnej w Polsce, gdzie marka Xicorr testując popyt zbiera/zbierała zaliczki na nowy model zegarka – F125p foto: Xicorr – F125p.

Zbyt wielu chętnych, do coraz mniejszego tortu? Żyjemy w darwinowskiej gospodarce, gdzie, zgodnie z jej zasadami, o przetrwanie walczą wszyscy, a zostaną tylko najsilniejsi. Możemy się tylko cieszyć, że każdy z zegarkowych kreatorów ma karty w swoich rękach i sam decyduje o swoim losie. Niech wygra najlepszy zegarek!

Już po raz drugi jest mowa o zmniejszającym się zegarkowym rynku. To dla nas nowość, ale warto wiedzieć, że zgodnie z pojawiającymi się sugestiami, w pierwszym półroczu tego roku nastąpił znaczący spadek wzrostu eksportu szwajcarskiego przemysłu zegarkowego. Na naszym portalu nie podaliśmy jeszcze takich liczb – postaramy się je przedstawić w najbliższym czasie. Niezależnie od eksportu Szwajcarów, w konkretnym czasie każdy tort zawsze ma swoją określoną wielkość. Ta własność dotyczy choćby naszego rynku polskiego (który na szczęście powoli rośnie). Z drugiej strony, właśnie w myśl tej wyżej podanej, darwinowskiej zasady, nasze lokalne marki już teraz muszą szukać swojej jednoznacznej identyfikacji i budować swoją pozycję, by się rozwijać, czyli… by przetrwać. Tort na pewno nie jest duży, ale cały czas go budując i mądrze dzieląc (różnorodność zegarkowych wzorów) znajdzie się na nim miejsce dla co najmniej kilku dobrych, zegarkowych producentów.
Niech rozwijają się (niech przetrwają) wszyscy nasi lokalni producenci!